GryNarracyjne.pl – gry oparte na narracji

Klasyczne gry RPG, współczesne gry fabularne, story games, gry indie, stara szkoła, systemy autorskie i inne wynalazki

Cholernie ciekawe doświadczenie – ja, uczestnik Game Chef 2012

Rozpoczynam małe podsumowanie tegorocznej edycji konkursu Game Chef. Trochę niezręcznie zacznę go od siebie – jednego z setki uczestników konkursu.

Na informacje o tym dorocznym gamedesignerskim evencie natykałem się już nie raz. W tym roku, gdy tylko pojawiły się pierwsze informacje o nowej edycji, postanowiłem, że w końcu muszę wziąć w niej udział. To miała być w końcu „ostatnia szansa” :)

Zaczęło się oczekiwanie na ogłoszenie tematów. Z pewną zazdrością, mając w pamięci polskie konkursy, śledziłem posty na forach i wpisy na blogu Game Chefa. Społeczność szykowała się na małe święto.

A gdy w końcu Game Chef ruszył, pojawiły się schody. Trzeba było w końcu przecież napisać tę grę, a do żadnego z pomysłów jaki przychodził mi do głowy nie mogłem się przekonać. Olśnienie jak zwykle przyszło w ostatniej chwili, jak zwykle z zupełnie niespodziewanej strony. Dzień przed końcem konkursu trafiłem bowiem w tv na film Barnyard (Krowy na wypasie). Zaklikało, ale z gry w tydzień zrobiło się 24h RPG. Bardziej madness niż Sparta, ale nie mogłem przepuścić ostatniej szansy.

Na samo napisanie gry pozostała mi niedziela, czy raczej jej parę popołudniowo-nocnych godzin, podczas których udało się jakoś zamknąć pomysł w miarę kompletną całość. Największy problem miałem przy tym z przełożeniem gry na absolutnie untreined angielski, a na pomoc kogokolwiek było już za późno. Stąd zresztą wstęp, poniekąd próbujący wpisać kaleki język gry w jej „design”.

I tak powstali Mordercy dr. Moreau – dwustronnicowa „ugly nihilistic story-game” o naturze i cywilizacji – The Murderers of Dr. Moreau [EN] – Game Chef version

Przyznaję, że porównując Morderców z innymi grami przysyłanymi z całego świata, zaczęło być mi trochę wstyd, że puściłem tak niedorobiony projekt. Przeglądając pojawiające się gry, przekonałem się, że to zupełnie inna liga. Prawie każda z nich prezentowała inne podejście do „gry”, niebanalny design, oryginalne pomysły, czy zwracała uwagę opracowaniem graficznym.

Potem przyszedł czas na wzajemne recenzje i typowanie gier do dolszego etapu konkursu. To było kolejne ciekawe doświadczenie. Pisząc na różne konkursy, przede wszystkim zależy mi na feedbacku. Tu miałem go otrzymać od innych uczestników, a i sam takiego udzielić. Przy tym wskazówki, jak powinien wyglądać prezentowały się sympatyczne. I rzeczywiście, nawet bardzo krytyczne opinie pisane były w życzliwym, przyjacielskim wręcz tonie, a autorzy starali się z jednej strony wskazać elementy, które im się podobały, a z drugiej zwrócić uwagę na konkretne niedoróbki. W tym momencie zacząłem rozumieć co mają na myśli osoby przeciwstawiające atmosferę międzynarodowych społeczności polskiemu bagienku.

Sam po kilkokroć przeczytałem każdą z przydzielonych mi gier. Każda z nich była zupełnie inna i każda zawierała świetne motywy. Ich recezje zamieszczę pewnie nie długo w ramach gamechefowego postscriptum. Wskazanie swojego typu też nie było prostą sprawą. Wprawdzie dosyć szybko z „mojej” czwórki wybrałem dwie pozycje, nie mogłem się jednak zdecydować na którą z nich oddać głos. Po wielokroć analizowałem moich dwóch faworytów wedle wskazówek organizatorów, serce walczyło z rozumem, aż w końcu uległo :P

Jednocześnie i ja zacząłem dostawać pierwsze, namiętnie wyczekiwane, recenzje. Przychylne, ale i rzeczowo wskazujące rzeczy niejasne, czy wymagające poprawy. Niestety, nie wszyscy (czy konkretnie, jak dobrze wyczytałem – jedna osoba) wywiązali się z recenzenckiego obowiązku. Przy tym pech chciał, że jedną z gier, którą to dotknęło, była właśnie moja.

W obliczu takiej „konkurencji” nawet nie liczyłem, że uda mi się dostać do finału. Osiągnąłem jednak swój cel – napisałem grę i wziąłem udział w konkursie; dostałem ciekawy feedback, który warto odnieść nie tylko do tego konkretnego szkicu; poznałem ciekawe gry, na które pewnie bym nie trafił losowo przeklikując się przez zgłoszenia; zobaczyłem, po trochu „od środka”, jak profesjonalnie, ale bez zadęcia, można podchodzić do organizacji takiego eventu.

Suma sumarum cholernie ciekawe doświadczenie.

A co będzie dalej z Mordercami dr. Moreau? Zapewne w wolnej chwili umieszczę na stronie, może lekko poprawioną, ich polską wersję. Mam też mocne postanowienie pracowania dalej nad tym projektem. Bo przejście od szkicu do pełnoprawnej grą, to niełatwa sprawa – kolejne doświadczenie wyniosione z Game Chefa. Jednocześnie, gdyby się to udało, dołożę starań by przełożyć ją na angielski i wysłać moim recenzentom.


Zobacz też pozostałe teksty na temat konkursu Game Chef

Z tagami: , , ,

1 komentarz

  1. Tekstowi przydałaby się korekta.

Zostaw odpowiedź