GryNarracyjne.pl – gry oparte na narracji

Klasyczne gry RPG, współczesne gry fabularne, story games, gry indie, stara szkoła, systemy autorskie i inne wynalazki

Granice gier

(15-12-2013) „Gry narracyjne, jako idea, mają ogromną moc, ale ta moc była przez całe lata marnowana, ignorowana i niezrozumiała. W ostatnim stuleciu żadna inna gałąź sztuki nie była zamknięta w tak małej klatce jak gry narracyjne. Nadszedł czas, by gry narracyjne w końcu dorosły”.

To tylko bezczelna parafraza. Konkretnie Scotta McClouda, który tymi oto słowami opisywał komiks. Czytam właśnie Zeszyty Komiksowe poświęcone Granicom w Komiksie. I miast wskazywania tych granic, a przede wszystkim przykładów ich rozwalania, w co drugim tekście natykam się na mniej lub bardziej zakamuflowane skomlenie. Weźcie i wpuścicie, nas, komiks, na Parnas. Weźcie zaliczcie, przyznajcie, że to sztuka. Bo, co, bez przyzwolenia mainstreamowej Krytyki, będziecie jako te dzieci w sandboksie, lepiące śmieszne babki?

Nie duma, przez was, wołaczy, przemawia, ale brak poczucia wartości, potrzeba zostania docenionym, uznanym, uzyskanie przyzwolenia, błogosławieństwa. Smutne to. Całe szczęście, że rzecz prawdopodobnie nigdy nie będzie się tyczyć gier, tych narracyjnych czy szerzej analogowych – zbyt niszowych na cokolwiek, bo w grach nieanalogowych już zaczynają się pierwsze podchody. Nie okrzepł jeszcze ich status równoprawnego produktu popkultury, a już pojawiają się aspiracje do Kultury przez duże K.

Jest takie piękne imię dla dziewczynki – komiksologia. Badanie komiksu wszerz i wzdłuż, na wszelakich możliwych płaszczyznach. Komiksu w przeróżnych jego odmianach, a nie k20 zeszytów Marvela. Naukowym badaniem gier narracyjnych w naszym pięknym kraju zajmują się ludzie, którzy w swej growej edukacji zatrzymali się u schyłku ubiegłego wieku, niczym Eksperci nawijający w TV mądrości o grach nieanalogowych, jeden z autorów Zeszytów próbujący pisać o nieanalogowym komiksie, ziomek z końca numeru, przepisujący konwentową prelekcję o chmurkach. Po co szukać racji w tytułami naukowymi popartej legitymizacji, skoro jedna wrzuta Bakera czy Harpera więcej robi niż niż cała pokonferencyjna książka PTBG.

Nisza, nisza, nisza. Wszyscy jesteśmy indie. Pies radośnie zjada psa walcząc o promile popkulturowych budżetów. Mejsasze, których liczba 127, opryskliwi kramarze, fajni sklepikarze. cecha razy profesja, klasa razy rasa, k100 dodatkowych dodatków, jeszcze dokładniej otagowana mapa. Pewnie nie doczekam się Zeszytów Growych, ani tym bardziej jego numeru poświęconego granicom. Granicom, których nie ma – dziś każda gra narracyjna wychodząca choć pół kroku poza schemat, idzie w swoją własną stronę. W niszowości tej całej biznesozabawy nie ma co bać się eksperymentów. Okazuje się, że pomiędzy prętami klatki nie trzeba się nawet przeciskać, a z fascynującego, niezbadanego, nieskatalogowanego, niewyeksploatowanego świata poza nią, można czerpać pełnymi garściami. I czerpią ludzie wedle talentu i umiejętności.

Napisać, że komiksy są takie a nie inne to jak napisać, że takie a nie inne są książki, filmy. Gry.

Siedząc na dachu klatki, zapalam papierosa i z ciekawością rozglądam dookoła.

Z tagami: ,

Zostaw odpowiedź